gidge mamy to na winylu

GIDGE – Lulin

Dość często powracam ostatnio do minialbumu duetu Gidge, Lulin. Działa na mnie jak magnes, dziwna siła, która nie daje spokoju i kusi, zaprasza, jak w typowej kliszy z jakiegoś horroru. Znacie to, gdy główny bohater budzi się w nocy i wbrew rozsądkowi wlecze się po ciemku do piwnicy, bo “coś tam jest”? Tutaj też jest, ale nie coś, tylko piękny eksperyment muzyczny, alternatywa pełną gębą, pełna paleta dźwięków od klasycznych, po te zupełnie nieoczekiwane. Ponadto cudnie to jest dopieszczone, z takim typowym, szwedzkim mrokiem, jak z powieści Nesbo. I to nie przesada, bo często bywa też strasznie…

Lulin to na dobrą sprawę dwa nagrania, ale trwające ponad 20 minut każde. Tworzą teoretycznie całość, ale w praktyce są od siebie oddzielone krótkimi momentami ciszy. Powiązane, jednak nie monotonnie trwające.

gidge mamy to na winylu

Przede wszystkim: klimatyczne, jak diabli. Pełno tu cudownie brzmiących instrumentów, których brzmienie przeplata się odgłosami nagrywanymi… gdzieś.
Są odgłosy lasu, deszczu, śpiewające ptaki, dźwięk pękającego lodu czy śniegu urywającego się z dachu. Skrzypiące deski, złowieszcze puknięcia, rozciągnięte słowa i anielskie wokale.

Muzyka do horroru, który nie powstał. Akompaniament strasznych zdarzeń, które nie miały miejsca.
Napięcie od pierwszych chwil rośnie i mocno chwyta za gardło, by po chwili pozwolić odsapnąć. Na chwilę.

 

Projekt Lulin

No i tu dochodzimy do całkiem fajnej rzeczy. Mianowicie Lulin, to nie tylko muzyka.
Duet Gidge połączył siły z wytwórnią filmową Lampray i studiem Norr, czyli krótko mówiąc – z kolegami ze szkoły.
Jak sami przekonują, jest to projekt, w którym muzyka oraz film są odrębnymi częściami, które mimo wszystko są ze sobą mocno połączone.

Jest więc film. 24 minuty mrocznych obrazów, które w połączeniu z muzyką tworzą coś zupełnie wyjątkowego. A fabuła?
“On a barren field next to his house a man sees something he can’t explain.
Is he crazy if he accept that he saw something supernatural or is he crazy if he denies it?
Lulin is a slow-paced thriller dealing with the basic human fear of experiencing the unexplainable”.

 

Lulin, wydane nakładem Atomnation, ma już trochę lat, bo płyta pojawiła się w pierwszym kwartale 2016 roku.
Mam jednak wrażenie, że to jeden z tych przypadków, który nigdy się nie zestarzeje, a nawet za te kilka kolejnych lat będzie budził niemniej emocji, jak teraz.
Takie małe, bo małe, ale jednak ponadczasowe coś.

 

Może spodoba Ci się:

SUBMERSE – Are You Anywhere

CARBON BASED LIFEFORMS – Derelicts

JANKA – Krzyżacy

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o