kalpa mamy to na winylu

PIOTR BEJNAR – Kalpa

Nie mam ostatnio czasu na nic, bo robię wszystko 🙂
Nową EPkę Piotra Bejnara, “Kalpa”, zapuściłem więc w samochodzie. Pomyślałem, że to tylko dwa utwory, więc idealnie się wpasują między rondem, a najbliższą stacją benzynową.
Nie kombinując zbytnio oraz nie kryjąc finalnego efektu stwierdzam, że to jedno z najmilszych, muzycznych rozczarowań, jakie mnie spotkały w ostatnim czasie!
I nie, nie zdążyłem ich przesłuchać w drodze do stacji benzynowej. Nawet jednego 😉

Wszystko dlatego, że pierwsze z nagrań trwa ponad dwanaście minut. Dwanaście niezwykłych minut.
“Eveything’s in You” to piękna, wielowarstwowa podróż, przesiąknięta progresywnym brzmieniem i egzotyką. “Egzotyka” to generalnie słowo klucz, które jest dla mnie pierwszym skojarzeniem po przesłuchaniu EPki “Kalpa”.
Uwielbiam dźwiękowe historie odnoszące się do obcych regionów, w których zachowana jest równowaga pomiędzy poszczególnymi składnikami. Tak, jak wiele(naście) lat temu oczarował mnie Moshic albumem “Hiloola”, jak nie tak dawno zrobił Viken Arman z EPką “Aragatz”, tak teraz poczynił Piotrek Bejnar.

 

Muzyczna “pierwsza liga”

Wspomniana wielowarstwowość to piękna rzecz.
Lubię być tak zaskakiwany i z premedytacją wprowadzony w błąd.
Kilka razy pomyślałem sobie “kurcze, ale przyjemnie, ale fajnie się to rozwinęło” po czym ciach, wpada coś nowego, kolejny dźwięk, kolejna melodia, która sprawia, że to wszystko razem brzmi jeszcze lepiej, niż kilka sekund wcześniej.
Dla każdego, kto lubi słuchać takiej muzyki będzie to niezwykła przyjemność. Ci natomiast, którzy choć trochę maczali palce w produkcji muzycznej, zdecydowanie docenią kunszt i efekt końcowy, bo to przecież nie jest prosta sprawa, tego się po prostu nie “dorzuca”.
Podobnie jest z resztą w przypadku drugiego nagrania, “311 Trillion Years”, które ma wszystkie cechy wcześniejszego, ale jest nieco bardziej drapieżne, z mocniejszym, ale nadal bardzo progresywnym bitem.

KALPA mamy to na winylu

Zastanawiam się nad kierunkiem, jaki obrał Piotr Bejnar. Wiele lat minęło już od czasu, gdy wypuszczał swoje pierwsze EPki ociekające soczystym minimalem (nie wiem czy ktoś mu to kiedyś powiedział, ale “Faces in Water” to jest kosmiczny materiał, gdzie “Nie Chrap Marek” jest, kolokwialnie mówiąc, sztosem klasy światowej, którego VonStroke by się nie powstydził 😉 ).
“Album”, jak to album, jest mocno albumowy. Prezentuje jakiś przekrój, całościowo spójny, jednak trudny do określenia jednoznacznego kierunku muzycznego.
Ale już wydany nieco później “Casual Moments” z Kacprem Bogaczem czy choćby znakomity rework Jellyfish pokazywały, że Piotrek ma mocno progresywne ciągotki, których “Kalpa” jest uzewnętrznieniem.
Czy to dobrze?
Oczywiście, bo nie wolno stać w miejscu.
Czy to dobry kierunek?
Oczywiście, jeśli artysta dobrze się w nim czuje i sprawia mu on radość z tworzenia.

Jak już pisałem na początku – jedno z najmilszych rozczarowań muzycznych. Nie wiem czego oczekiwałem, ale chyba nie tego 🙂 Zaskoczenie, ale mocno na plus. Z jednej strony diabelsko ciekawe i świeże, z drugiej w jakimś stopniu nawiązuje do dawnych czasów, kiedy to zarywałem nocki słuchając audycji Johna Digweeda, bo to był najwyższych lotów progressive trance.

 

Kalpa

Tytuł “Kalpa”, jak można się domyślić, nie jest przypadkowo wybranym słowem. Byłem tego pewien, ale nie miałem pojęcia, że jego znacznie jest tak bardzo istotne. Wrzucając w Google dowiadujemy się, że jest to określony zakres czasu, różny dla każdej z religii. W hinduizmie kalpa jest okresem odpowiadającym jednemu dniu Brahmy, którego życie trwa z kolei sto “jego” lat. W przeliczeniu na lata ziemskie daje nam to 311 040 000 000 000 lat, a więc “311 Trillion Years”.

Drugi tytuł odnosi się natomiast do przekonania, że całe istnienie świata, całe doświadczenie i jego długość są zawarte w każdym człowieku – “Everything’s In You”.

Przyznacie, że jest to świetna geneza tytułu, prawda?

Oprócz tego, jak dobrze wiecie, nie ma nic lepszego, niż dobra okładka pasująca do dobrego winylka 😉 
Za tę od Kalpy odpowiada Karolina Januszkiewicz, która nie raz już przekładała swoją wizję na okładki ze stajni Piotra Bejnara. 
Jest to dokładnie szóste wydawnictwo ozdobione pracami tej utalentowanej dziewczyny i muszę przyznać, że pomału jej styl staje się nieodłącznym elementem brandu Otake Records.
Co więcej, wpisuje się idealnie do tej “rodziny”!

 

Może spodoba Ci się:

PIOTR BEJNAR – Album Remixes

Kalipo i jego ośmiornica

JANKA – Krzyżacy

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o