Modeselektor apparat mamy to na winylu

Moderat na dwa fronty

Kiedy artyści tworzący Moderat ogłosili zawieszenie tegoż projektu, poza oczywistymi emocjami przemawiał też głos rozsądku. A ten zdecydowanie mówił, że skoro skupiają się na swoich “własnych” planach, to prędzej czy później otrzymamy od nich jakiś dłuższy materiał.
Tak się rzeczywiście stało i obecnie możemy posłuchać albumu długogrającego zarówno ze strony duetu Modeselektor, jak i tworzącego jako Apparat Sashy Ringa.

Jasne, że to nie zawody, ale siłą rzeczy nasuwają się porównania – czy to do wcześniejszych albumów, czy oczywiście do materiału spod szyldu Moderata, który miał ogromną siłę rażenia.

Nie będę wskazywał, kto i co zrobił lepiej. Jasno natomiast wskażę, czyja robota bardziej przypadła mi do gustu.

 

Who Else

Album spod znaku Modeselektor to przede wszystkim “krócizna”. Przede wszystkim, bo zwróciłem na to uwagę jeszcze zanim odpaliłem płytę. Ledwie nieco ponad trzydzieści minut to mało już na pierwszy rzut oka, a kiedy po tym czasie kończy się ostatni na płycie “Wake me up when it’s over” to pozostaje pewien niedosyt.
Te pół godzinki to bardzo przyjemna rzecz, ma swoje wzloty i upadki, ma mocne kopnięcie w technicznym stylu, ma także wypełnione ambientem, delikatniejsze momenty. Raz wychodzi to lepiej, raz gorzej, ale generalnie jest OK.

Czy czuć w tym wszystkim “prawdziwego” Modeselektora? Tak, są takie chwile. Czy słychać tu naleciałości, jakie znamy z Moderata czy choćby wcześniejszego albumu duetu, Monkeytown? Tak, słychać.

Modeselektor apparat mamy to na winylu
Modeselektor apparat mamy to na winylu

Mamy tu lekkie, kołyszące usypiacze i mamy potężne tąpnięcia, które trzęsą głośnikami w starym, dobrym stylu.
I to jest spory plus, bo przecież wielu artystów poległo przez monotonię czy liniowość przekazu. Różnorodność to trudna sprawa, ale kiedy uda się ją porządnie zaplanować i wykonać, to może być właśnie tym najważniejszym, najcenniejszym kluczem do sukcesu.


Czy jest to dzieło, które przez lata będziemy wspominać i mówić “ło no wtedy to było”? Raczej nie. Ale z drugiej strony nikt nie powie, że to najsłabsza płyta duetu, która powinna sczeznąć w czeluściach zagrzybionych piwnic.
Solidny Modeselektor, jak solidna czwórka na kartkówce z polskiego.

A co z drugiej strony?

LP5

Drugi album to, jak łatwo się domyślić, długogrająca płyta, za którą stoi Sasha Ring, występujący pod pseudonimem Apparat.
Od początku pojawiają się tu fajne dźwięki, syntezatory, przyjemne “plumknięcia” i melodie oraz charakterystyczny głos artysty. Leniwy start i drugi w kolejności utwór “DAWAN” to bardzo, bardzo “Moderatowe” granie, którego styl kilka razy się jeszcze powtarza. Najczęściej jednak moment, w którym liczymy na solidniejsze walnięcie kończy się zupełnie odwrotnie – totalnym uspokojeniem utworu.

Dużo śpiewania, jak na wokalistę przystało, nie jest raczej rozczarowaniem, jednak nie ma w nim także nic odkrywczego. Towarzyszą mu liczne ambientowe smaczki, partie smyczkowe, powolne bity. To wszystko zostało spakowane w elektronicznych warstwach i tu już zgodnie z oczekiwaniami i umiejętnościami Sashy, umieszczone w bardzo dobrych aranżacjach.

Dla mnie to jednak za mało, żeby album był zachwycający. Co najwyżej może być po prostu dobry.
Podobnie, jak w przypadku dzieła duetu Modeselektor, słucha się go przyjemnie, jednak – podkreślam raz jeszcze – u mnie szybko zleciał na dalszy plan, bo aktualnie ciekawych propozycji do słuchania jest całkiem sporo.

Modeselektor apparat mamy to na winylu

Było też tak (na prawdę, nie zmyślam!), że odczułem ogromną przyjemność, gdy bezpośrednio po LP5 zapuściłem sobie wcześniejszy album Apparata – The Devil’s Walk. Upłynęła więc niemal godzina, kiedy poczułem pierwsze ciarki za sprawą jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego utworu artysty – Goodbye.
Wiem, że poprzeczka jest dość wysoko, ale nie potrafiłem później z satysfakcją wrócić do “piąteczki”.

Żeby wydźwięk nie był jednak negatywny potwierdzam – to nie jest zły album. Fani będą zadowoleni, miłośnicy przyjemnych brzmień także. Nie ma tu miejsca na fuszerkę, dlatego szukać jej próżno. Technicznie to najwyższa półka, podobnie, jak w przypadku Modeselektora.

 

Koniec końców…

Aby ocenić to, który z albumów spodobał mi się bardziej, postanowiłem odstawić je na krótki czas i sprawdzić, za którym z nich bardziej tęsknie, a także który sprawi mi większą przyjemność po powrocie.
Miałem swoje oczekiwania i domyślałem się efektu…

… i przyznam, że efekt mnie zaskoczył. Bo oto po przerwie nagraniem, które najchętniej odtwarzałem, był WMF Love Song z albumu duetu Modeselektor!

Dokładnie tak: “!!!”

Spodziewałem się, że nie będę mógł się oderwać od LP5, a tymczasem nawet nie kręciło mnie, żeby przesłuchać go do końca. “Who Else” wygrało i zakładam, że to właśnie dzięki swojej różnorodności. Albo – bo to także biorę pod uwagę – dzięki temu, że akurat miałem ochotę i dzień na mocniejsze granie. Ale o tym lepiej nie pisać, bo wyjdzie na to, że to całe porównanie jest bez sensu.

Bo trochę jest – to w końcu dość odmienne albumy 🙂

 

Może spodoba Ci się:

EXTRAWELT – Unknown

SKEE MASK – Compro

MODERAT – II

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o