milena glowacka immensity mamy to na winylu

MILENA GŁOWACKA – Immensity EP

“Milena w krainie czarów” – tak w skrócie mogę opisać EPkę Immensity i to, co się na niej wyrabia.
Ale zacznę od małego wyjaśnienia, bo generalnie nie przytrafia mi się zbyt często, aby takie krótkie wydania opisywać.
Albo inaczej – zazwyczaj jednak skupiam swoją uwagę na albumach. Nie dla zasady, nie z powodu jakichś wymyślony założeń. Chodzi raczej o to, że ilość wychodzących albumów, mini albumów, EPek i mini EPek jest tak duża, że jednoosobowo tego nie ogarnę. Nie wspominając już o singlach, które umyślnie omijam…

Plus ważna rzecz – nie zajmuję się tym z przymusu. Muzyka sprawia mi radość, pochłania mnie i nie jestem w stanie dopuścić do sytuacji, kiedy muszę przestać słuchać czegoś fajnego, bo w kolejce czeka pięć innych pozycji.
To nie zadziała.

Ale są wyjątki.
Takim wyjątkiem jest Immersity, czyli niby taka bardzo mini EP, bo zawierająca jedynie dwa nagrania, z czego drugie to remix pierwszego. Niespełna dwanaście minut.
Niechcący zaczynam więc od tego, co jest największą wadą krążka- za mało, za krótko!

Ale, ale… teraz najpyszniejsze rzeczy…

milena glowacka immensity mamy to na winylu

Dziesięć cali magii

Całość, choć krótka, zdecydowanie przyciąga każdą swoją sekundą.
W skład Immensity wchodzą dwa nagrania, które sprytnie nazywają się… Immensity – bo w rolach głównych mamy oryginał i remix.
Pierwszy z nich to nieco mroczne, przeciągłe brzmienia będące wytrawnym miksem ambientu, eksperymentalnych dźwięków i powolnego, leniwego bitu. Jeśli spodobał Wam się na przykład Trascend, który artystka wypuściła nakładem Semantica Reords, to również Immensity przypadnie Wam do gustu. Odczujecie oczywiście istotne spowolnienie, ale charakterystyczne brzmienie Mileny jest tutaj mocno słyszalne.

Jest czarująco, magicznie. Utwór w jakiś nieco niezrozumiały sposób przyciąga do siebie jak magnes i sprawia,
że po usłyszeniu ostatnich sekund zawsze miałem ochotę włączyć go od nowa.
Zrobiłbym to, gdyby nie…
Remix, czyli wariacja autorstwa Mod21. Jeśli oryginał nazywam magicznym, to wersję, którą przygotował Manuele Chiaravalloti mogę śmiało określić czarną magią.
Od początku budzi z letargu, w jaki wprowadza pierwsza wersja i znakomicie zachowując zaczarowany klimat, rozpoczyna… taniec szamana? Tak, tak właśnie to odczuwam.

milena glowacka immensity mamy to na winylu

I co ta magia, co ten szaman i te niespełna dwanaście minut nam dają?

Mi dają potrzebę dalszego słuchania. Nieczęsto zdarza się sytuacja, z jaką zetknąłem się w przypadku tej EPki, a mianowicie – musiałem jej słuchać niemal codziennie od chwili, gdy zetknąłem się z nią po raz pierwszy.

Słuchałem innych rzeczy, oczywiście, ale zawsze przychodził ten moment, kiedy myślałem “ok, to może EPka Mileny”. Kilka odsłuchań i było ok.

Całkiem miła ta klątwa.

 

Może spodoba Ci się:

EXTRAWELT – Unknown

SUBMERSE – Are You Anywhere

KUBA SOJKA – Odliczanie trwa

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o