Atacama mamy to na winylu

INSECT O. – Atacama

Trochę czasu już minęło, odkąd wspomniałem o albumie Atacama na profilu FB i zapowiedziałem, że coś na jego temat napiszę, bo zdecydowanie wart jest uwagi.
Wyszło jednak tak, jak wyszło i dopiero teraz wziąłem się za sklejanie kilku słów.
Główny powód tego drobnego poślizgu jest taki, że słuchałem tego materiału niemal na okrągło i żeby napisać coś sensownego, postanowiłem od niego odpocząć.
Chciałem mieć takie nieco odświeżone spojrzenie i muszę przyznać, że powrót do tejże płyty był bardzo, bardzo przyjemny.

Generalnie dubowa odmiana techno bardzo łatwo do mnie trafia. Jego lekkostrawny charakter pasuje mi doskonale, niemal w każdej sytuacji. Tym bardziej cieszą mnie albumy, które mają do zaproponowania nieco dłuższą podróż,
a co za tym idzie, potrafią wciągnąć mnie, słuchacza, w głęboką otchłań pulsujących dźwięków.
I tak ciągną od początku do końca, jak tytułowa Atacama.

Atacama mamy to na winylu

Biznes musi się kręcić

Za album odpowiada Insect O. – być może znacie, być może nie, ale bynajmniej nie jest to jakiś niedoświadczony dzieciak. Dwadzieścia lat temu postanowił, że założy swój własny label muzyczny ot po prostu, żeby wydawać swoje własne produkcje.
Prawdę mówiąc, przez lata słyszałem setki takich historii, jednak większość z nich kończyła się bardzo szybko. Prowadzenie wytwórni, labelu czy nawet netlabelu to nie jest pierdoła, jak gotowanie ryżu w woreczkach.
Jednym mija zapał, inni nie nie potrafią ogarnąć wszystkiego tak, aby odpowiednio “trybiło” w biznesie muzycznym.
Bo to też praca i o ile ma przynieść efekty, to wymaga poświęcenia czasu oraz energii.
Jeszcze innym po prostu się odechciewa, kiedy po trzecim czy piątym wydaniu mają odczucie, że wysyłają produkty w kosmos, bez zupełnego odzewu. A jedyne co im pozostaje, to faktura dla artysty, który za skromną opłatą kilkuset euro zgodził się zrobić remix do wypełnienia EPki.

Atacama jest natomiast pięknym, długogrającym albumem i jednocześnie, kolokwialnie rzecz ujmując, laurką, jaką sam sobie wystawia Instect O. z okazji wspomnianych dwóch dekad istnienia labelu Etui Records.
Tym bardziej fajna to laurka, że wszyscy możemy się nią cieszyć!

Droga przez pustynię

Cytat użyty przeze mnie w poście na FB pochodził z wywiadu, jaki z artystą przeprowadził portal Tanzgemeinschaft. W mojej opinii najlepiej oddaje to, co może czuć artysta, ojciec pewnej idei czy w końcu facet, który ot tak, hobbystycznie, rozpoczął projekt dziś śmiało uznawany za dzieło życia. Przypomnę:

Atacama mamy to na winylu

Sam album Atacama, którego nazwa wzięła się… od pustyni Atacama, to album drogi. Wiąże się bezpośrednio z podróżą artysty oraz uczuciami, które mu towarzyszyły. Doskonale nadaje się do domowego słuchania, jak i zapuszczenia na trasie, na przykład w samochodzie. Pożyczając słowa bezpośrednio od autora:
(Ten album) jest o miejscach, które odwiedziłem i ludziach, których poznałem.
Dodatkowo wydanie ozdobione jest klimatycznymi zdjęciami związanymi z ów miejscami i tytułową pustynią.
Mamy dwie opcje zakupu analogów: klasyczny czarny oraz biały “pomaziany” na niebiesko.

 

 

Może spodoba Ci się:

LAKE PEOPLE – Point EP

CLAP! CLAP! – A Thousand Skies

DEADBEAT – Roots And Wire

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o