SKEE MASK – Compro

Lubię takie strzały z zaskoczenia. Był to bardzo aktywny okres, jeśli chodzi o nowości wydawnicze.Moją uwagę skupiłem na albumie Raush i muszę przyznać, że GAS zaskoczył mnie pozytywnie, wypuścił coś, co przez długi czas odtwarzałem w kółko i pewnie często będę do tego wracał. W tym samym czasie wyczekiwałem na nowy album od Ame, śledząc wszystkie strzępki i okruchy, które artyści rzucali fanom. Z szacunkiem potakiwałem, słuchając nowej EPki od Fluxiona i trochę mi wstyd, że tak znienacka wyskoczył album Compro, autorstwa Skee Mask-a.
I wiecie co?
Wygrał wszystko. Kupił mnie totalnie. Sprawił, że odłożyłem inne albumy, że w samochodzie wyjąłem z odtwarzacza wymęczoną płytę Numer 1 Fisza i Emade, że rzuciłem się na dyskografię Briana Müllera i wiele utworów odkryłem na nowo, by na koniec ponownie wracać do aktualnego wydawnictwa.
Bo album Compro to jest, szanowni Państwo, cudo! I nie można się od niego oderwać…

 

Ewolucja klasyki

Z czym tu mamy do czynienia? Można powiedzieć, że z klasyką w nowym wydaniu.
Bo oto charakterystyczne, nieco old-shool’owe brzmienia perkusji ubrane zostały w piękne, rozległe pejzaże dźwiękowe. Są połamane bity, są ambientowe odgłosy, jest zarówno delikatne i melodyczne łaskotanie, jak i mocniejsze, parkietowe uderzenia.
Kontynuując kierunek obrany na debiutanckim Shred, Compro jest niczym innym, jak efektem ewolucji, słyszalnym bagażem doświadczeń oraz naturalnym rozwojem w najlepszym kierunku. Krok do przodu, przy jednoczesnym dalszym zagłębianiu się w przeszłość.
Naleciałości muzyki elektronicznej lat 90-tych są tu wyczuwalne, a z czasem nawet pożądane.

skee mask mamy to na winylu
skee mask mamy to na winylu

To także pełen wachlarz emocji i styli, bo spotykamy tutaj zarówno powolne, mocno leniwe dźwięki i subtelne melodie, jak w Cerroverb czy Session Add, energetyczne i mocno połamane pociski w stylu Soundboy Ext. czy czerpiące dość mocno ze stylu jungle Kozmic Flush. Jest nieco ascetyczny i jednocześnie bardzo dynamiczny Dial 274, ale chwilę później jest też Flyby Vfr, którego bogactwo dźwięków zachwyca od początku do końca.
Pomysł na album wydaje się być przemyślany od początku do końca, co jednak w najmniejszym stopniu nie przytłacza słuchacza, a wręcz pozwala bezmyślnie delektować się muzyką.

I w końcu, to także fantazja. Brian Müller, w odróżnieniu do swojego pierwszego projektu SCNTST, jako Skee Mask pozwala sobie na znacznie więcej eksperymentów i szaleństwa, a przede wszystkim zwraca swoją uwagę na wspomniane już brzmienia z ostatniej dekady XX wieku. To jego druga długogrająca płyta wydana w Ilian Tape, a efekt jest więcej, niż zadowalający. Potwierdzają to płynące zewsząd pozytywne oceny, z którymi ja się zupełnie zgadzam.

 

Może spodoba Ci się:

PATLAC – Blinded

JANKA – Krzyżacy

DEADBEAT – Roots And Wire

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera, aby zawsze być na bieżąco!

Zero spamu!

Tylko powiadomienia o nowych postach.