DAPAYK & PADBERG – Harbour

Każdy ma swoje ulubione rzeczy. Piosenkę, koszulkę, owoc, film, cokolwiek. Taki materialny nośnik pozytywnej energii, który poprawia humor, wprowadza dobry nastrój czy dodaje pewności siebie
i wewnętrznego poczucia komfortu. Chciałem pisać o truskawkach z jogurtem, ale jednak skupię się ponownie na muzyce, bo oto pojawiło się coś niezwykle przyjemnego, co bardzo dobrze brzmi
w głośnikach. Moje ulubione małżeństwo działające w biznesie muzycznym wydało nowy album Harbour i chcąc tego lub nie – ponownie mnie “kupili”. Przed Wami historia Dapayk & Paberg, odsłona… co najmniej już piąta.

Tym razem jest mi nieco łatwiej. Niklas i Eva to duet, o którym mogliście przeczytać już na blogu.
Wpis dotyczył albumu Smoke i jeśli nie mieliście jeszcze okazji się z nim zapoznać, to oczywiście zapraszam TUTAJ. A dlaczego jest łatwiej? Ano dlatego, że już opisałem historię tej dwójki, wyjaśniłem Wam kim są i czym się zajmują. O tyle mam łatwiej i mogę się skupić wyłącznie na nowym albumie. Jak się jednak domyślacie, bez porównań do poprzedniego albumu byłoby ciężko 😉

Mamy to na winylu - Harbour

Harbour jest dalszą drogą, kolejnym etapem w muzycznej ewolucji, jaką przechodzą tytułowi artyści. Przypomnę, że zaczynali od brzmień bardziej technicznych, charakterystycznych dla samego Dapayka. Z czasem dźwięki zaczęły przybierać nieco inny kształt, nabierały cech charakterystycznych dla muzyki mainstreamowej, zachowując jednocześnie swój niepowtarzalny klimat. Underground ustępował małymi krokami, surowość nagrań łagodniała, Eva poczynała sobie coraz odważniej.
Ale nie ma tu mowy o jakimkolwiek zepsuciu materiału – nadal wszystko wyróżniała znakomita jakość i smak.

To, co najbardziej daje się odczuć czy raczej usłyszeć na nowym albumie, to wokale. Eva Padberg zwinnie stała się, przynajmniej w moim odczuciu, bohaterką tego wydawnictwa. Na Harbour prezentuje znacznie więcej siebie, i to dosłownie: nie tylko lepiej, ale też więcej śpiewa. Nie jest jednak wyłącznie jej zasługa, bo warstwa instrumentalna tworzy jej do tego doskonałe warunki.
Surowość, która wcześniej towarzyszyła parze muzyków, tym razem odczuwalna w bardzo małym stopniu. Coś, jakby miała wyłącznie oznaczyć teren: “tak, to my, to nasz styl”.

Mamy to na winylu - Harbour

Im dalej w las, tym… cieplej? Zdecydowanie. Płyta niemal nie zawiera tanecznych akcentów, za to jej znakiem rozpoznawczym jest chillout, spokojne tempo i delikatne melodie. To wszystko razem wzięte tworzy świetny klimat, który przecież diametralnie różni się od klubowych korzeni tej dwójki. Wysublimowana elektronika, ambientowe oblicze popu. Cudo. Wychodzi więc na to, że mamy tutaj znakomicie zobrazowany tytuł albumu, Harbour. Oto bezpieczna przystań, w której czekają nas kojące dźwięki.

Ciekawostką jest, że album nagrywany był (a właściwie tworzony) dwa razy. Pierwsze podejście miało miejsce, gdy małżonkowie przebywali w pięknej Prowansji. Przyjazny klimat, zapierające dech w piersi widoki i bezkresne morze winorośli tworzyły nieprzeciętne warunki do tworzenia. Kiedy lwia część materiału była gotowa – pech. Skradziono obydwa laptopy, na których materiał był zapisany.
Pracę trzeba było zacząć od nowa. Z pomocą przyszedł Uckermark, a więc część graniczącej z Polską Brandenburgii. Przestrzeń, cisza, harmonia – były to elementy, które znalazły idealne odwzorowanie na płycie.

 

Może spodoba Ci się:

Dapayk & Padberg – Smoke

Howling – Sacred Ground

Sohn – Rennen

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera, aby zawsze być na bieżąco!

Zero spamu!

Tylko powiadomienia o nowych postach.