SOHN – Rennen

Lubimy festiwale muzyczne. Bardzo uogólniając, Polacy coraz chętniej wydają coraz więcej pieniędzy, żeby zobaczyć coraz “jaśniejsze” gwiazdy. Wiedzą to organizatorzy, którzy ów gwiazdy ściągają do naszego zasmogowanego kraju, szczególnie latem, gdy smogu nie ma. A przy okazji coraz wyżej podnoszą próg cenowy, jaki przychodzi nam, łakomym na muzykę miłośnikom skakania i bujania się płacić. Olać negatywną część – z tej drugiej, pozytywnej, mamy wiele powodów do radości. Artyści wielkiego formatu pojawiają się nad Wisłą regularnie i zdecydowana większość z nich daje niezapomniane show. Coraz częściej udaje się też za jednym zamachem doznać “multiprzyjemności”, kiedy to w czasie weekendu mamy okazję posłuchać nie jednego, nie dwóch, a kilku ulubionych muzycznych performerów.

Kiedy w tym roku przedstawiono pierwsze gwiazdy festiwalu Tauron Nowa Muzyka wiedziałem, że na pewno będziemy się tam bawić za kilka miesięcy. Gdy jadąc samochodem dowiedzieliśmy się o kolejnym artyście, moja lepsza połówka wydała z siebie piskokrzyk. Najpierw myślałem, że ktoś wpadł pod koła. Druga myśl była taka, że pewnie chodnikiem szedł Andrzej Chyra… i to on wpadł pod koła. Ale spokojnie, do tragedii nie doszło, a wręcz przeciwnie oto SOHN jest kolejną gwiazdą katowickiej imprezy. Wspaniale!

SOHN - Rennen - Mamy to na winylu

Ostatnia płyta projektu SOHN, zatytułowana Rennen, jest właściwie odpowiedzią na pytanie “dlaczego tak się cieszymy?”. Prawdę mówiąc, już pierwszy album Tremors z 2014 roku byłby odpowiedzią, a jeśli mam być szczery, to nawet debiutancka, ociekająca elektroniką EPka zatytułowana “The Wheel” byłaby wystarczająca. Więcej – zanim Christopher Michael Taylor rozpoczął działalność jako SOHN, współtworzył projekt Trouble Over Tokyo i zgadnijcie…? Tak, ta muzyka również jest świetną wizytówką talentu, który niebawem miał eksplodować.

Wspomniany debiut miał miejsce w 2012 roku. Dwa lata później światło dzienne ujrzał pierwszy, długogrający album Tremor, który był niczym wybuch dynamitu w składzie drewna kominkowego – głośny, gorący i na długo zapadający w pamięć. Dlaczego? Bo Krzychu ma świetny i nietuzinkowy głos, otacza go znakomicie dopieszczoną elektroniką i wyśmienicie łączy jedno z drugim, tworząc coś nowego, świeżego i oryginalnego. Albo jedno, albo drugie, albo jedno z drugim zapada w pamięć i nie pozwala na jakąkolwiek ignorancję tego albumu. Co z resztą potwierdzały trasy koncertowe i kilka świetnych występów także w Polsce.

SOHN - Rennen - Mamy to na winylu

Album Rennen to właściwie kontynuacja wcześniejszych dokonań artysty, która czerpie z doskonałych, już sprawdzonych rozwiązań. Tym razem takżę otrzymujemy dość proste koncepty nagrań, którym jednak absolutnie nie można zarzucić banalności czy jakiegokolwiek przeciętniactwa. Pomysł na świetny wokal, zgrabną elektronikę i chwytliwe rozwiązania melodyjno-śpiewane nadal działa i niezmiennie – nie sposób jest go nie łyknąć.

Utworami, które szczególnie promowały album Rennen były: Signal, Conrad oraz tuż przed premierą Hard Liquor. Powstały do nich klipy wideo, z czego ten od Conrada jest najzwyklejszym “lyric video”, które poza tekstem nic nie zawiera. Pozostałe dwa to bardzo fajne dodatki i dobrze zrobione teledyski, które dla SOHNa są… niespodzianka – charakterystyczne. Większość z nich, a więc na dobrą sprawę każdy poza klipem do Lessons, to bardzo statyczne obrazy. Bardzo mało się w nich dzieje, ale jednak potrafią człowieka zahipnotyzować.

Tu ciekawostka: teledysk do utworu Signal wyreżyserowała Milla Jovovich. Wystąpiła w nim… Milla Jovovich, która przez cały czas jego trwania wyrażała swoją twarzą pełen wachlarz emocji towarzyszących zagubieniu, dezorientacji i skołowania. W tym samym czasie, w tle leciała projekcja, na której nie kto inny, a Milla Jovovich prezentowała rozpacz, załamanie i ogólne cierpienie. Poza tym na modelkę, dla odmiany od przodu, pada też obraz z projektora. Internauci podejrzewają, że to film z Millą Jovovich.

SOHN - Rennen - Mamy to na winylu

Płyta SOHNa, nieważne która, jest warta polecenia. Płata Rennen jest bardzo dobra i żałuję tylko jednego. Wydanie na winylu jest po prostu zwyczajne. Wytwórnia 4AD, przy udziale projektanta Daniela Castrejona, nie popuściła wodzy fantazji, a szkoda. Muzyka, jaką tworzy SOHN, jest oryginalna, teledyski są bardzo artystyczne, same występy przemyślane i nieprzypadkowe. Opakowanie zaś jakoś szczególnie nie przykuło mojej uwagi. Aż się prosi, żeby wydać jakąś edycję limitowaną.

SOHN - Rennen - Mamy to na winylu

 

Może spodoba Ci się:

Kalipo i jego ośmiornica

Weval – Half Age

Oscars 2017 – muzyka filmowa na winylu

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera, aby zawsze być na bieżąco!

Zero spamu!

Tylko powiadomienia o nowych postach.