Nie przegap w październiku! Nowości na winylu

Październik to miesiąc, który pod względem kultury stoi na wysokim poziomie. Mnóstwo ciekawych koncertów, fajne filmy w kinach, sporo nowości płytowych. Wśród tych ostatnich są oczywiście wydania winylowe i właśnie na kilka z nich chciałbym zwrócić Waszą uwagę.
Niektóre z nich są już dość znane, inne natomiast to kompletna niewiadoma, o której trudno jest znaleźć jakieś wzmianki. Wszystkie stanowią za to fajną odskocznie od tego, co popularne i przesiąknięte niezdrowym marketingiem. Czy to najlepsze albumy z ostatnich 2-3 tygodni? Pewnie nie.
Czy warto sobie nimi zawracać głowę, a szczególnie uszy? Zdecydowanie!

Nicolas Jaar na winylu

Nicolas Jaar – Sirens

Nicolas Jaar kontynuuje swoją muzyczną podróż, nieustannie zarażając słuchaczy oryginalnym brzmieniem. Nowy album to doskonały dowód na to, że (wciąż jeszcze) młody Chilijczyk ponownie odkrywa coś nowego i nadal jest w stanie zaprosić nas do tańca, często psychodelicznego.
Fani bez problemu usłyszą znaki rozpoznawcze artysty – wyrafiną elektronikę, strzelające i stukające ozdobniki oraz egzotyczny wokal. Różnica polega jednak na tym, że na albumie “Sirens” jest znacznie większe zamieszanie, niż na wcześniejszych wydawnictwach.

Album na początku spokojny, nieco usypiający, dość szybko wybucha czymś na wzór jazzowej improwizacji w utworze “The Governor”. Dalej jest już tylko lepiej – dostajemy chwilę na odsapnięcie, a następnie czekają na nas wyłącznie muzyczne smakołyki. “No” znakomicie buja, zadziorne “Three Sides of Nazareth” atakuje tłustymi synteaztorami i wydaje się, że na klubowych parkietach może zamieszać nawet bardziej, niż klasyczny już hit Jaara – “Mi Mujer”. “History Lesson” to istny oldschool, idealny na prywatki, romantyczne wieczory i sceny pościelowe w kinowych produkcjach.

Kupując winylowe wydanie albumu, możemy wybrać wersję deluxe. Czy warto? No ba! Zawartość jest wówczas wzbogacona o dwa dodatkowe nagrania, natomiast okładka jest… zamalowana białą farbą – taką, którą znamy ze zdrapek “wygraj milion tysięcy dolarów”. W opakowaniu jest też mała moneta, która luźno sobie lata i przypadkiem zdrapuje. W praktyce każdy dostaje więc ekskluzywną, niepowtarzalną kopię stworzoną na podstawie przypadku i widzimisię pieniążka. Później można sobie dodatkowo zdrapać, wydrapać lub zwyczajnie zostawić, jak los dał.

 

Sicaa na winylu

Sicaa – coral & paper planes

Sicaa to pochodzący z Paryża artysta i producent, który może nie jest jakoś szczególnie znany, ale muzycznie prezentuje się bardzo dobrze. Płyta wydana przez mały label Exploration Music jest zaskakująco dojrzała i ciekawa. Znakomicie łączy elementy ambientu, szeroko pojętej muzyki spod znaku bass oraz hip-hopu. Całkiem sporo tu także eksperymentowania, cięcia i samplowania, które mimo wszystko stanowią tło dla soczystej elektroniki. Warto zapoznać się z tym materiałem również z tego względu, że trudno będzie Wam usłyszeć utwory Nicolasa w radio, nawet w stacjach nastawionych na alternatywne brzmienia. EPkę “Coral & Paper Planes” można dostać na winylu w specjalnej wersji, z dodatkową grafiką widoczną na okładce. Autorem projektu jest Olivier Blanchin.

 

Christian Löffler na winylu

Christian Löffler ‎– Mare

Jeśli miałbym wskazać mój ulubiony album, który został wydany w ostatnim czasie, to “Mare” ma spore szansę na zwycięstwo. Może to pogoda, może nastrój wspomagany przez coraz szybciej zaciemnione ulice, a może po prostu ta płyta jest tak dobra? Zakładam, że wszystkiego po trochu. “Mare” to drugi album w portfolio niemieckiego artysty, choć pomiędzy nim, a debiutem sprzed czterech lat pojawiały się też dość rozbudowane EPki czy single. Pierwszy album – “A Forest” był wyjątkowy, specyficzny i niezwykle klimatyczny. Zarówno dla mnie, jak i dla licznych fanów Christiana poprzeczka była zatem postawiona wysoko, jeśli chodzi o powtórzenie tak dobrego materiału.

Czy wątpiłem? Raczej nie. Wspomniane EPki utwierdzały mnie w przekonaniu, że dzieje się dobrze, a wydana na półmetku oczekiwania “Young Alaska” była po prostu świetna. Teraz, kiedy dostępne jest już najnowsze dzieło Löfflera, wypada jedynie złożyć ręce do oklasków i ukłonić się po pas. “Mare” katalogowana jest w poszczególnych sklepach jako deep house, tech-house czy jakieś inne, miękkie techno. Niech Was to nie zwiedzie, jeśli to nie są Wasze gatunki. Ten album to znakomita, melancholijna dawka przyjemności, pełna przyjaznych melodii, ciepłych brzmień i delikatnych, rytmicznych bitów. Jeśli to faktycznie jest tech-house, to w najłagodniejszej odmianie, pozbawionej agresji i ciężkich emocji. Zdecydowanie jest to album, z którym należy się zapoznać tej jesieni!

Wydanie na winylu składa się z trzech przeźroczystych płyt, oddzielnej grafiki oraz wersji albumu w formacie CD.

 

Wax Tailor na winylu

Wax Tailor – By Any Beats Necessary

Wax Tailor, czyli Jean-Christophe Le Saoût to Francuski producent, którego twórczość oscyluje wokół gatunków hip-hop i trip-hop. Ważne jest, aby dodać, że jest to artysta bardzo dobrze znany na całym świecie, mający na koncie kilka albumów, w tym dwa nagrywane na żywo z orkiestrą. Piszę o tym w kontekście jego wypowiedzi, gdyż on sam, pomimo koncertów, znakomitych gości i świetnej jakości warsztatu uważa swoją twórczość za niezależną.

“By Any Beats Necessary” to kawał dobrej muzyki. Album przeplatany jest utworami instrumentalnymi i takimi, na których pojawili się goście. Mamy więc śliczne, miękkie wokale w wykonaniu Idil czy Sary Genn, jest energiczny kawałek z udziałem Lee Fieldsa i w końcu jest znakomity duet Tricky + Charlotte Savary. A na deser Ghostface Killah. Warto zastanowić się nad limitowaną wersją albumu na winylu – dostajemy wówczas dwie płyty – “pomazianą” niebieską (Blue Opaque Marbled) i żółtą, półprzeźroczystą i także “pomazianą” (Yellow Clear Marbled).

 

S U R V I V E na winylu

S U R V I V E  – RR7349

Oto bardzo fajna, lekko tajemnicza propozycja. Choć tajemnicza głównie ze względu na treść muzyczną. S U R V I V E to grupa, która muzykę tworzy przy użyciu elektronicznej maszynerii, ze wskazaniem na syntezatory. To słychać od początku do końca, a jeśli ktoś będzie miał okazję być na koncercie, to będzie to oczywiście widać. Panowie sobie stoją, coś tam stukają w klawisze, a z głośników płyną przeciągłe, kosmiczne dźwięki.

Na myśl przychodzą oczywiście dawne czasy, kiedy to elektronika była czymś zupełnie nowym i chętnie wykorzystywano ją na przykład w filmach, nawet tych byle jakich. Nie przypadkiem zresztą członkowie S U R V I V E zasłynęli ostatnio mrocznym, klimatycznym soundtrackiem do serialu Netflixa: The Stranger Things. Sukces serialu, jak i samej ścieżki dźwiękowej sprawił, że najnowszy album – “RR7349” – na winylu sprzedaje się bardzo dobrze, a mówi się o nim całkiem sporo. RR7349, czyli po prostu numer katalogowy albumu w wytwórni – w ten sposób grupa nazywała swoje wszystkie dotychczasowe albumy i EPki.

Zainteresowanie albumem świetnie przekłada się na jego wydawanie na winylu. Pierwsze tłoczenie składało się z następujących wersji: 1750 sztuk wydań na czarnej płycie, 400 na białej, 250 na żółtej i 100 na przeźroczystej.
Drugie tłoczenie to kolejne 500 sztuk czarnych i 500 sztuk miętowo zielonych.
Trzecie to następne 700 czarnulek i 300 płyt w odcieniu błękitu morskiego. A na koniec jeszcze 2000 sztuk czarnych. Wygląda na to, że wszyscy, łącznie z artystami, byli zaskoczeni.

 

 

Może Cię także zainteresować:

Ninja Scroll – zdecydowanie ostre cięcie

Tides from Nebula – kosmiczny post-rock

Weval – Half Age

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera, aby zawsze być na bieżąco!

Zero spamu!

Tylko powiadomienia o nowych postach.