SAMUEL – Falling Star

Każdy z nas lubi oglądać filmy. Służą do tego różne strategie: czasem wolimy wtulić się w nasz własny, ogromny fotel, podciągnąć kolana i z filiżanką ciepłej czekolady podziwiać jakieś niespotykane, niszowe dzieło. Na przykład opowiadające o miłości młodej Armenki do jawajskiego tańca gambyong i wynikających z tego problemach, szykanowaniu oraz braku akceptacji środowiska konserwatywnego.
Innym razem w towarzystwie coli i popcornu wybieramy napakowany fajerwerkami gniot, w którym amerykański (koniecznie!) bohater walczy o wolność, sprawiedliwość, ład na świecie i w kosmosie, miłość rodziców, wygodę psa, ciągłość gatunku ludzkiego w obliczu inwazji krwiożerczych mrówek czy innego rekina.

Niezależnie od nastroju może natomiast zdarzyć się, że siedzicie sobie w ulubionych bamboszach, nawijacie na widelec świeżo przygotowane spaghetti z cieciorką i niespecjalnie przygotowani trafiacie w TV na film, który jest nudny, który widzieliście już 4 razy (tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy) lub ostatecznie taki, którego nie widzieliście, ale gdyby nie został Wam „podany”, to byście się za niego nie zabrali. Pomijając wszystkie inne możliwości istnieje szansa, że po tych dwóch godzinach stwierdzicie: “film był naprawdę spoko, chętnie go jeszcze kiedyś zobaczę i ogólnie miło było”.

Szybkim truchtem biegnę do puenty tego wstępu – Epka Falling Star autorstwa Samuela jest takim właśnie niespodziewanym krążkiem, który przypadkowo przesłuchałem, który mi się spodobał, no i ostatecznie – który kupiłem. Well done, Mr Samuel, You little bastard.

SAMUEL Falling Star

Samuel nie jest gościem, którego imię widnieje na plakatach niezliczonych imprez dookoła świata. Trudno właściwie znaleźć nawet jakieś jego fajne zdjęcie, o wywiadzie nie wspominając. Nie jest on też artystą jakoś szczególnie promowanym, a efektem tego (lub przyczyną) jest mały dorobek muzyczny.

Poza EPką Falling Star ma na koncie jeszcze jednego singla i tu właściwie dokonania producenckie się kończą. ALE – mniej więcej za miesiąc, 10 czerwca pojawi się nowa EPka Luv Cry, która również zapowiada się znakomicie.

SAMUEL Flling Star

Składające się z czterech utworów, omawiane wydawnictwo pojawiło się w październiku 2013 roku. Wydane zostało w labelu Technicolour, a więc odnodze renomowanego Ninja Tune. Kupić można je do dziś w formacie cyfrowym i na wosku. Jansa sprawa, że mam Falling Star na winylu, choć zakup nie był jakoś szczególnie wyczekiwanym i wymarzonym – ot po prostu trafiła się okazja. Co więcej,
do zakupu skłonił mnie głównie numer o poetycko brzmiącym tytule Boom Boom Boom, który jest najmniej elektroniczny, najbardziej przytulaśny i ogólnie najbliżej mu do słodkiego R&B w wykonaniu Ashanti. Mimo tego jakoś tak miło czaruje… a zwrot „west coast girlfriend” zakotwicza się
w świadomości słuchacza.

Pozostała trójka to w mniejszym lub większym stopniu przedstawiciele elektroniki, która robi najczęściej za tło lub melodyjny akcent charakterystycznego wokalu Samuela. Zauważycie to już przy pierwszym przesłuchaniu i wtedy też stwierdzicie czy sama barwa wokalnych wypocin przypadnie Wam do gustu. Mi przypadła, jak najbardziej, szczególnie w Boom… ale domyślam się, że niektórych może drażnić.

Pamiętacie Kupichę z Feela? Ostatnie newsy na jego temat mają już niemal rok. Pisali, że przytył, uczesał się, zamontował licówki i chce, aby żona zaprzyjaźniła się z jego kochanką. Ale głównie chodzi mi o barwę jego głosu – absolutnie charakterystyczna, często imitowana przez pijanych kolegów (na bank też takich macie), uwielbiana lub odrzucająca. Love it or hate it.

SAMUEL Flling Star

Co do samego Samuela – postać to dość ciekawa, ale też bardzo skryta. Z wyglądu przypomina Szweda, który został zaimportowany do Londynu i wzbudza zazdrość miejscowych hipsterów.
W rzeczywistości wychował się w Irlandii, jak kraj długi i szeroki. Był częścią cygańskich obozowisk, zaliczał domy dziecka i nie raz żył na ulicy. Dzięki talentowi muzycznemu nie tylko przeżył, ale także dostał stypendium i wylądował na londyńskim uniwersytecie Goldsmiths. Falling Star jest jego debiutem muzycznym i wydaje się, że największe sukcesy jeszcze przed nim.

Za minus uznaję teledyski, które są totalnym mułem głębinowym. W sumie to nie są właściwie teledyski, tylko wideo z latającym spectrum… patrzeć na to nie idzie.  Poniżej bonus z debitanckiej EPki Falling Star – utwór Slowdown Downtown, którego na winylu nie ma.

 

Sprawdź także:

Flume – Flume

Moderat – II

Banks – Goddes

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera, aby zawsze być na bieżąco!

Zero spamu!

Tylko powiadomienia o nowych postach.