DAPAYK & PADBERG – Smoke

Czasami jest tak, że zaskakuje mnie płyta, którą w ogóle nie jestem zainteresowany. Przypadkowe przesłuchanie materiału sprawia, że zamiast prostego sprawdzenia „co też to jest” album ląduje obok szafki z gramofonem i staje się częścią kolekcji. Jest to system, który trochę znamy z Ikei – znajomi rodziców pojechali po tłuczek do mięsa i durszlak, a kupili małą kuchnię na wymiar, bo była w promocji. Oczywiście nie była idealna, ale ładna, funkcjonalna, no i tania. Tak też było z winylem, o którym piszę – cena niemal o połowę niższa, niż w innych sklepach, pierwsze przesłuchanie zrobiło całkiem dobre wrażenie. Taka niespodziewajka jest zawsze miła – trochę przeczy modnemu i ekonomicznemu modelowi zakupów pod tytułem „idź z kartką do sklepu i kupuj tylko to, co na liście”, który już z nazwy jest przewidywalny i pozbawiony emocji (pomijam te przy płaceniu). Wspomnianym albumem był Smoke duetu Dapayk & Padberg, dość charakterystycznego, jak na scenę muzyki tanecznej. On – ważna postać niemieckiej sceny klubowej, oscylującej raczej w kierunku bardziej technicznych, minimalistycznych brzmień, właściciel wytwórni, z licznymi wydawnictwami na koncie. Ona – dość znana top modelka, obecna na wybiegach całego modowego świata, związana z ekskluzywnymi markami. Razem wydali już 4 albumy, z czego ten opisywany jest ich najświeższym „dzieckiem” z 2013 roku. On produkuje, pisze muzykę, ona wspiera projekt i udziela się wokalnie. I tak to się, Panie, życie toczy w tym małżeństwie.
Dapayk & Padberg

Cała ich wspólna przygoda muzyczna, która rozpoczęła się około 2003 roku, podąża w bardzo fajnym kierunku. Przesłuchanie pierwszych EPek czy albumów raczej nie zapowiada tego, co zostało wydane dziesięć lat później. Oczywiście wcześniej nie był to słaby materiał, jednak charakteryzował się bardziej technicznym stylem. Wypełniały go rozwiązania znane z gatunków techno czy minimal i nawet solidnie przefiltrowany wokal Evy miał trudności z ukazaniem innego wydźwięku poszczególnych nagrań. Smoke pod tym względem jest bardziej przystępny, ciepły i momentami nawet relaksujący.

Jest też oczywiście coś dla miłośników mocniejszego klimatu rodem z niemieckiej sceny, są numery parkietowe, jak niżej wklejone Layers, które najzwyczajniej w świecie wkręcają się w głowę, ale są też „kołysanki”, bardzo dobrze rzutujące na całość. Takie dobranie proporcji sprawiło, że album odniósł największy komercyjny sukces z dotychczas wypuszczonych przez parę. Komercja niejedno ma imię, dlatego też nie oznacza w tym przypadku niczego negatywnego. Powiedzenie „Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził” i tutaj znajduje jednak zastosowanie – ukierunkowane na techniczne/minimalowe rytmy portale czy krytycy nie kryli rozczarowania i dosłownie mieszali album z bajorem. Niklas i Eva zdają się mieć to w poważaniu – w swoje ostatnie „dziecko” wpakowali sporo emocji, ciekawych rozwiązań i połączeń.

Dapayk & Padberg

Cały ten projekt kojarzy mi się trochę z Volkswagenem Golfem (powiedzmy, że z ostatnich dwóch generacji). Nie mam zamiaru urazić kogokolwiek cieszącego się tym nabytkiem, ale jest to samochód zwyczajnie nudny, pozbawiony wizualnych emocji. Dla mnie to wada, dla innych ogromna zaleta, o czym świadczy przecież jego popularność. Szukając kolejnego przykładu – damskie śmigaczki czyli balerinki. Obuwie proste jak budowa gwoździa, bardziej praktyczne, niż atrakcyjne, ale jednak przez kobiety uwielbiane, bo wygodne niemożliwie. Podobnie opisałbym album Smoke– nie jest porywający, nie sprawił, że chcę go słuchać ciągle i od nowa. Kilka utworów mnie drażni, kilka uwielbiam, pozostałe są po prostu OK. Zdecydowanie jednak polecam go tym osobom, które szukają czegoś wyważonego, godzącego komercyjną elektronikę z jej alternatywną kuzynką.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera, aby zawsze być na bieżąco!

Zero spamu!

Tylko powiadomienia o nowych postach.