MODERAT – II

Przybliżanie komukolwiek projektu Moderat kojarzy mi się ze znanymi powiedzeniami „Nie ucz ojca dzieci robić”, „Nie ucz drwala drewna rąbać”, „Nie ucz księdza kasy fiskalnej obsługiwać”. Wydaje mi się, że o trójce artystów zza naszej zachodniej granicy słyszał niemal każdy, kto choćby minimalnie zetknął się ze współczesną muzyką elektroniczną. Może nie każdy z Was jest ich fanem, ale bywali w Polsce, grali w klubach i na koncertach, zawsze było to „jakieś” medialne wydarzenie, o którym się mówiło. Z tego też względu nie wypada, aby obok twórczości niemieckiego tria przejść obojętnie, pominąć znakomite nagrania i albumy, które w dodatku wydawane są między innymi na płytach winylowych. Co do samych albumów – dotychczas pojawiły się dwa: Moderat oraz II i słuchanie tego drugiego niezmiennie przynosi mi ogromną przyjemność.

Zacznę jednak prawilnie od krótkiego akapitu wypadająco-informacyjnego (wypada, żeby taka informacja była). Modeselektor to duet wywodzący się z Berlina, siedzący od zawsze w muzyce elektronicznej i tanecznej. Chłopaki są dla niemieckiej sceny muzycznej tym, kim dla naszej sceny komiksowej są Kajko i Kokosz. Apparat to z kolei człowiek niegdyś oddany niemieckiej scenie techno, który z czasem zaczął lubować się w eksperymentalnych dźwiękach i produkcjach wykraczających ponad proste formy szufladkowania. Wszyscy oni razem wzięci stworzyli projekt Moderat i ta współpraca wyszła im znakomicie. Pomimo trudnych początków, mniejszych i większych niesnasek oraz różnych wizji twórczości artystycznej, w 2009 roku wypuścili pierwszy album pod mało ambitną nazwą Moderat, a cztery lata później, a więc w ubiegłym roku, a zatem w 2014, pojawił się album numer dwa, nazwany po prostu II. Po tych kilku latach współpracy brzmienie Moderata stało się dość oryginalne. Na pierwszym albumie można było bez problemu znaleźć „fragmenty”, które charakteryzowały poszczególnych artystów, drugi long play jest natomiast bardziej spójny. Nadal każdy przemyca w utworach jakieś swoje ulubione kąski, ale całość jest pięknie doszlifowana, wypieszczona i przyjemna dla ucha.
MODERAT - II

Jeżeli muzyka elektroniczna obchodzi Was mało lub trochę, albo jeśli ją lubicie i słuchacie, ale nie grzebiecie w poszukiwaniu nowych, nieodkrytych ścieżek, a pomimo tego znacie Moderata, to możliwe są trzy opcje. Wpadło Wam w ucho nie wiadomo skąd Rusty Nails z pierwszego albumu, wpadło Wam w ucho promowane i molestowane dość mocno Bad Kingdom z drugiego albumu lub trafiliście na chłopaków podczas ich występu/koncertu „gdzieś tam”, a może nawet gdy byli supportem gwiazdy wieczoru (Poznań, Radiohead). Jeśli jesteście w tej drugiej opcji, czyli muzyka elektroniczna obchodzi Was dość mocno, to w sumie nic nie muszę dodawać – znacie ich, znacie płyty, znacie utwory, widzieliście na YT filmiki z ich występów na żywo. Nie zaskoczę Was zatem nawet ciekawostką, że jeden z członków projektu, Sebastian Szary, ma podobno polskie korzenie, choć jego rodzice, dziadkowie i pradziadkowie byli Niemcami – babcia jednak twierdziła, że prędzej Polacy byli w rodzinie. Albo że Moderat ma psa, który ma na imię Ilona. No nie zaskoczę. Wracam zatem do tych, którzy dopiero poznają ten projekt i mają możliwość kupić/posłuchać album II. Wspomniane Bad Kingdom było singlem promującym całe wydawnictwo, w dodatku świetnie wykonanym, co jest zasługą kolektywu Pfadfinderei (grafiki, teledyski, animacje, wizualizacje).

MODERAT1_1000_MTNW

Poza tym na albumie znajdziecie… no właśnie, zabrzmi to dziwnie, ale znajdziecie wyłącznie znakomite nagrania. Nie zdarza się to często, ba, właściwie zawsze na albumie jest coś, co drażni, nudzi się szybciej. Tutaj natomiast nie mam takiego odczucia, choćbym chciał znaleźć słabszy element całej układanki – nie potrafię. Może to będzie The Mark – Intelude, a więc niejako intro do Bad Kingdom, ale wyłącznie dlatego, że mój pies boi się tych dźwięków, a resztę znosi dzielnie. A zatem lecą kolejno Versions, Let in the light, Gitai kiedy już myślicie, że cała płyta będzie równie dobra, pojawia się Damage Done, które w zupełnie nienachalny sposób porusza, powoduje ciarki i przenosi na jeszcze wyższy „level”. Zdecydowanie mój winyl właśnie w tym miejscu zużyty jest najbardziej. Czy jest zatem coś złego w samym albumie? Ano jest. Złe jest to, że później wyszła wersja deluxe, a nawet dwie. Pierwsza miała 11 nagrań (podstawowa ma 8), druga była dodatkowo na kolorowych płytach, a nie w standardowej czerni. A jeśli zdecydujecie się na zakup w formacie CD, to jako bonus dostaniecie utwór Last Time, który jest naprawdę świetny i nad jego brakiem ubolewam najbardziej.

MODERAT1_1000_MTNW2

Moderat jest w miarę świeżym  projektem na scenie muzyki elektronicznej, ale przez ten krótki czas wniósł do niej wiele dobrego, świeżego brzmienia, które inni artyści bardzo chętnie naśladują. Jestem przekonany, że jeśli my, współcześni słuchacze obecnej elektroniki usiądziemy sobie przy kominku za te naście albo więcej lat, na pewno będziemy o Moderacie mówić same dobre rzeczy i z pewnością będziemy wskazywać go jako nieodłączny element kultury podobnie, jak teraz mówi się o wpływie Love Parade na rozwój tolerancji wśród młodych, zbuntowanych ludzi. Mam nadzieję, że panowie będą nadal owocnie współpracować i wbrew powszechnym zwyczajom ich drogi się nie rozejdą. Gdy przeglądam winylowe zbiory mojego ojca, poznaję jego muzyczne zainteresowania poprzez płyty SBB, Skrzeka czy Budki Suflera. Jeśli ja doczekam potomstwa, to czarny placek Moderata będzie znakomitą wizytówką „naszych” czasów.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera, aby zawsze być na bieżąco!

Zero spamu!

Tylko powiadomienia o nowych postach.